Dawne czasy

Mogłem godzinami słuchać opowiadań o tych czasach, do których chętnie później Gierasieński powracał. Opowia­dał żywo, barwnie, przeżywał to po raz wtóry. Niewątpliwie były to jego najlepsze monologi. Pełne humoru, swoistej swady, no i prawdy, niecodziennej prawdy o tamtych czasach, gdy groza sąsiadowała z komizmem, a śmierć codziennie zakłócała normalny tok ludzkiego życia. Szko­da, że tego nie dało się utrwalić na płycie lub na taśmie.

dawne czasyW ten sposób ocalał domek z całą jego zawartością. W okresie powojennym bywałem tam dość często, a czasami mieszkałem dłużej w letnich i wiosennych miesią­cach. Chętnie tam również przychodzili nasi znajomi malarze i pisarze, których nigdy nie brak w Kazimierzu. Do domu wchodziło się przez długą aleję świerkową, tworzącą coś na kształt tunelu. A potem było dużo przestrzeni, zieleni i kwiatów.

Kto przyszedł wczesnym rankiem, miał szansę oglądać rodzajowy obrazek w stylu franciszkańskim. Oto kobieta w porannym stroju otoczona zewsząd zwierzakami. Na ramio­nach jej siadały kawki, dopominając się głośnym wrza­skiem o swój udział, na rękach i u stóp wiewiórki — dokoła wiele innego barwnego ptactwa. Wszystkie te dzikie stwory zachowywały się wobec szafarki nie tylko przyjaźnie, ale nawet z dużą dozą bezceremonialnej poufałości. To pani domu zajęta normalnym karmieniem swego zwierzyńca. Na nie przygotowanym widok ten czynił zwykle niemałe wra­żenie.Najciekawsze jednak było wnętrze domu. Dwa małe Pokoiki na dole stanowiły muzeum polskiego kabaretu czasów międzywojennych. Na ścianach mnóstwo zdjęć najsłynniejszych i najatrakcyjniejszych gwiazd polskiego kabaretu. Mary Mrowińska, Karol Hanusz, Marek Wind- hein — to okres pierwszych lat po wojnie światowej. Dalej Pogorzelska, Tom, Bodo i wielu, wielu innych. Wszystkie te fotografie są nieszablonowe, urzekające pomysłowymi kostiumami, ciekawymi pozami, wszystkie zaopatrzone w dedykacje dla gospodarza, niektóre bardzo dowcipne. Jest też cała seria zdjęć samego Gierasieńskiego w najlepszych jego rolach. Obok rysunki i karykatury, cenne zarówno z powodu mistrzowskiego ołówka, jak i osób, które przedsta­wiają. Dochodzi do tego niemały zbiór listów, wierszyków okolicznościowych i wycinków z gazet, dotyczących tych ludzi i tamtych spraw. Trzeba przyznać, że było to muzeum maleńkie, ale bardzo bogate. Toteż nie było człowieka, który tam wstąpił i nie uległ specyficznemu nastrojowi i wzrusze­niu.

Romuald Gierasieński umarł w roku 1956. Leży na nowym cmentarzu w Kazimierzu obok Józefa Karmańskiego. Dom został sprzedany. Weszli tam nowi ludzie, nie mający nic wspólnego ze sztuką i teatrem. Osobliwemu muzeum grozi całkowita i ostateczna likwidacja.